Odzież robocza
Grzesiu | 18/07/2008– Dobrze, panie Radamesie, co zatem zginęło? – zapytał z niewyczerpaną cierpliwością inspektor Koziołek, przygryzając lekko oksydowany koniuszek swego kosztownego angielskiego pióra. Inspektor posiadał owe pióro już od siedemnastu lat. Ofiarowała mu je na pocieszenie jego czwarta żona, Aida, opuszczając inspektora – to prawda, wówczas jedynie aspiranta – Koziołka dla angielskiego lorda, którego poznała na stypendium zagranicznym, a który koniec końców okazał się zaledwie domokrążnym sprzedawcą dystrybuującym ubrania robocze dla listonoszy. Ale z tego to już dla mnie naprawdę żadna pociecha, pomyślał inspektor i ciężko westchnął.
– Już mówiłem z dziesięć razy, i magazynierom, i panu dyrektorowi, i panu inspektorowi. Odzież robocza. Odzież robocza zginęła, to znaczy ubrania robocze, i obuwie robocze. Dziesięć par butów i dziesięć par spodni. Flanelowych. No i dwie płócienne czapki z daszkiem, ale nie wiem, czy te czapki można zakwalifikować jako ubrania robocze, bo nie należały do zakładu, tylko ten aparatowy Faraon własne sobie z domu przyniósł. Na jednej, pamiętam jak dziś, było logo Coca-Coli, dosyć już sprane i mało czytelne, a na drugiej… – rozgadał się ponownie zasłużony, wieloletni i osiwiały stróż nocny zakładu produkcji lampek nocnych „Fantazja”, pan Radames Zięba.
– Obuwie robocze, powiada pan? – przyhamował potok płynnej wymowy starego, lecz niezmiernie elokwentnego stróża czujny inspektor Koziołek, wypluwając pióro. Będę musiał wyrzec się tego dziecinnego nałogu obgryzania przyrządów pisarskich, westchnął w duchu ponownie. Odkąd dostałem wreszcie awans, który zresztą należał mi się już od dziesięciu lat, to po prostu nie wypada. – A jakiego rodzaju obuwie robocze?
– Drewniaki. Ale ta odzież robocza, to znaczy konkretnie te spodnie, panie inspektorze, to zaiste dla naszego zakładu produkcji lampek nocnych „Fantazja” niepowetowana strata. One były, te spodnie, widzi pan, z przedwojennej flaneli, dziś pan już takiej za żadne skarby świata nigdzie nie dostanie. Mój dziadek przed japońską wojną artykułami bławatnymi handlował, więc się na tym znam… – rozwijał dalej swoją refleksję pan Radames, podkręcając siwego wąsa.





